Archidiecezja Poznańska
Kalendarz Wydarzen
Wrzesień 11, 2010 (09:00 - 17:00)
Konferencja Biblia o finansach

Sobota, 11 września 2010, Tarnowo Podgórne, współorganizator - Parafia ...


Wrzesień 11, 2010 (10:00 - 13:00)
Archidiecezjalny Dzień Katechetyczny

Inauguracja nowego roku szkolnego i katechetycznego 2010/2011. Sobota, ...


Wrzesień 12, 2010 (12:00)
Odpust Maryjny w Sobocie

Msza św. pod przewodnictwem Biskupa Zdzisława Fortuniaka z okazji urocz...


ewangelia dnia
Czemu to widzisz
drzazgę w oku swego
brata, a nie
dostrzegasz belki we
własnym oku
mapa archidiecezji
Mapa archidiecezji
kalendarz
Sierpień 2010 Wrzesień 2010 Październik 2010
  Ni Po Wt Śr Cz Pi So
Tydzień 35 1 2 3 4
Tydzień 36 5 6 7 8 9 10 11
Tydzień 37 12 13 14 15 16 17 18
Tydzień 38 19 20 21 22 23 24 25
Tydzień 39 26 27 28 29 30
dzisiaj
10 Września 2010
Piątek
Imieniny obchodzą:
Aldona, Łukasz,
Mikołaj, Mścibor,
Pulcheria
Do końca roku zostało 113 dni.
logowanie

Homilia Arcybiskupa Poznańskiego, Gody w Kanie, 17 stycznia 2010

Abp Stanisław Gądecki, Gody w Kanie. II Niedziela Zwykła (k-ł św. Jana Jerozolimskiego, Poznań - 17.01.2010; TVP Polonia)

Przed chwilą usłyszeliśmy pełne ludzkiego ciepła a jednocześnie przepełnione wymownym "symbolizmem ewangelijne opowiadanie o weselu w Kanie Galilejskiej. Zgodnie z nim, u początków swojej działalności publicznej Jezus pojawił się na weselu w wiosce położonej kilka kilometrów od Nazaretu, czyli w kraju swojego dzieciństwa.

Z Galilei - powie niemiecka mistyczka, stygmatyczka i wizjonerka Anna Katarzyna Emmerich - zebrali się w Kanie wszyscy krewni św. Anny i Joachima, ogółem około 100 osób. [...]. Sam Jezus przyprowadził jako gości około 25 uczniów.

[...] Krewni i znajomi św. Rodziny, jak zwykli ludzie, mówili nieraz między sobą, że Maryja, matka Jezusa, jest opuszczoną wdową, że Jezus chodzi z miejsca na miejsce, a nie troszczy się o Nią i o Swoją rodzinę. Dlatego też Jezus postanowił przybyć z przyjaciółmi na gody i uczcić swoją matkę. Uważał te gody za swoją własną sprawę i wziął nawet na siebie część całej uroczystości; z tego też powodu Maryja tam tak wcześnie przybyła i wszystko pomagała urządzać" (A.K. Emmerich, Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Gody w Kanie).

"Nie jako obca i zaproszo­na z innymi gośćmi, lecz jako najstarsza, najsza­nowniejsza i pierworodna spomiędzy kilku cio­tecznych sióstr, znajdowała się wtedy w domu bliskiej krewnej. Owszem, zdaje się, że była główną gospodynią tej skromnej uczty, i wszystkim za­rządzała" (św. Bonawentura, Żywot Pana naszego Jezusa Chrystusa w pobożnych rozmyślaniach zawarty. Część II. Rozdział III: O przemianie wody w wino na godach weselnych w Kanie Galilejskiej).

Wesele odbywało się "w budynku z przedsionkiem i przysionkami dokoła, stojącym obok synagogi i przeznaczonym na uroczyste obchody. Sam ślub odbył się dnia trzeciego po przybyciu Jezusa, około godziny dziewiątej rano" (A.K. Emmerich, Żywot i Bolesna Męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Gody w Kanie).

"Chociaż nie ma pewności czyje to były gody weselne - dopowie św. Bonawentura - my jednak przypuśćmy, że to były zaślubiny Jana Ewangelisty, co zdaje się utrzy­mywać święty Hieronim w swoim wstępie do Ewan­gelii Janowej".

Wydarzenie w Kanie mocno zapisało się w pamięci obecnych, ponieważ właśnie tam Jezus po raz pierwszy objawił, że w Nim Bóg jest obecny i działa, przychodzi nam z pomocą. "Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie" (J 2,11). 

1. SŁOWA MARYI DO JEZUSA

"Jezus przyjął na Siebie dostarczenie wszelkiego wina na gody, i dlatego to Maryja przede wszystkim Jezusa zawiadomiła, gdy wina zabrakło" (K. Emmerich, Życie Jezusa). "Nie mają już wina". W tym geście ujawnił się nowy wymiar macierzyństwa Maryi. To nowe macierzyństwo według Ducha przejawia się w trosce Maryi o ludzi, w wychodzeniu naprzeciw ich potrzebom i niedostatkom (por. Jan Paweł II, Redemptoris Mater, 21).

Skąd Matka wiedziała, że jej Syn może w tej sytuacji coś uczynić, skoro do tej pory Jezus nie dał się jeszcze poznać jako cudotwórca? Prawdopodobnie jej wiara w możliwości Syna zrodziła się z podobnych przesłanek, z jakich kiedyś ujawniła się wiara faraona w możliwości Józefa egipskiego. "Kiedy i w Egipcie głód zaczął dawać się we znaki, ludność domagała się chleba od faraona. Wtedy faraon mówił do wszystkich Egipcjan: ‘Udajcie się do Józefa i co on wam powie, czyńcie' " (Rdz 41,55). Zanim faraon wydał takie polecenie, wcześniej doświadczył, że trudno znaleźć innego człowieka, który by - podobnie jak Józef - posiadał ducha Bożego (por. Rdz 41,38); który by dorównał Józefowi rozsądkiem i mądrością! (por. Rdz 41,39). Inaczej mówiąc, faraon dostrzegł, "że Bóg jest z Józefem" (Rdz 39,3).

Podobnie Maryja, ona już wcześniej poznała mądrość Jezusa i jego wyjątkowy związek z Bogiem, dlatego zwróciła się do Niego z pełnym zaufaniem. W ten sposób Maryja uczy nas tego, że wiara nie jest kwestią emocji, ale jest rozumnym odczytaniem wcześniejszych znaków. Jest zgodą umysłu na wcześniej dostrzeżoną prawdę. Podobnie będzie później z cudami dokonanymi przez Jezusa w czasie Jego publicznej działalności. Zanim ktokolwiek z chorych zgłosi się do Jezusa prosząc Go o uzdrowienie, wcześniej dowie się od kogoś, iż Chrystus faktycznie uzdrawia, czyli skorzysta z wcześniejszego świadectwa innych ludzi, rozumnie zawierzy temu świadectwu i uda się na spotkanie Jezusa. W ten sposób wiara nie eliminuje rozumu, ona przekracza rozum.

Zilustrujmy to prostym obrazem. Otóż, wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem i zbliżamy się do szczytu wzgórza. Z naszego punktu widzenia nie widać dalszego ciągu drogi leżącej za wzgórzem. Czy ów brak widoczności sprawi, że zatrzymamy samochód i pójdziemy sprawdzić pieszo, czy rzeczywiście za wzniesieniem droga biegnie dalej? Z pewnością nie. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że ufamy znakowi postawionemu przy drodze, który informuje, iż owa droga prowadzi do interesującej nas miejscowości. Pojedziemy dalej z tą samą ufnością co przedtem, gdyż "wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy" (Hbr 11, 1).

2. SŁOWA JEZUSA DO MARYI

W odpowiedzi na swoją prośbę Matka usłyszy: "Czy to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?" Te słowa nie są bynajmniej przykładem lekceważenia Matki przez Syna, chociaż niewątpliwie w języku hebrajskim brzmią ostro: "Co chcesz ode Mnie?" "Nie mów mi, co mam robić". Faktycznie bowiem Jezus spełni prośbę swojej Matki. Niemniej jednak zwraca jej uwagę, by nie przyśpieszała tego, co powinno dokonać się według planu przygotowanego przez Ojca (por. Ireneusz, Adv. Haer., III,16,7).

Jezus uzależnia swoje zaangażowanie od nadejścia właściwego czasu, właściwej "godziny". "Dla Mnie stosowny czas jeszcze nie nadszedł, [...], bo czas mój jeszcze się nie wypełnił" (J 7,6.8). W Ewangelii Janowej słowo "godzina" wskazuje na moment, w którym Jezus, poprzez swoje posłuszeństwo aż do śmierci, objawi swoją chwałę Syna Bożego, jedność z Ojcem, i swoją miłość do ludzi (por. J 12,23-27; 17,1). Od rzeczywistości materialnych Jezus przechodzi tu do rzeczywistości duchowych, od wina weselnego do swojej krwi, która zostanie wylana, dzięki której ludzie zostaną wyrwani ze śmierci i obdarzeni życiem wiecznym.

Na prośbę Maryi Jezus przyśpieszył "godzinę", objawił się ludziom jako prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. A kiedy to uczynił, pojawili się pierwsi ludzie, którzy w Niego uwierzyli. Maryja odegrała w tym momencie rolę jakoby "położnej" dzieła mesjańskiego. Przyśpieszyła zaistnienie pierwszego spośród siedmiu znaków opisanych przez Ewangelię św. Jana. Pierwszego nie tyle w sensie chronologicznym, ile raczej w sensie wagi, fundamentalnego, inauguracyjnego. Inne cuda Jezusowe - opisane przez świętego Jana - staną się tylko echem owego pierwszego cudu. "Tak więc był Jezus pierwszy raz pośród Swoich wiernych i pierwszy to znak uczynił w nich i dla nich dla umocnienia ich wiary, i dlatego też nazywa się to pierwszym Jego cudem; ostatnia wieczerza zaś ostatnim, spełnionym wtenczas, gdy już utrwalona była w nich wiara" (K. Emmerich, Życie Jezusa. Gody w Kanie).

3. SŁOWA MARYI DO SŁUG

"Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" - radzi służącym Maryja. Jak zwykle nie skupia uwagi na sobie, ale prowadzi prosto do Jezusa. W ten sposób staje się pośredniczką między potrzebami ludu a jego Władcą. Jej słowa przypominają radę wypowiedzianą znacznie wcześnie przez faraona: "Udajcie się do Józefa i co on wam powie, czyńcie" (Rdz 41,55).

Wtajemniczonymi w prawdę o dokonującym się cudzie byli słudzy, zwani tutaj "diakonami" (J 2,5.9). Oni to stali się pierwszymi świadkami cudownej przemiany. Ta przemiana zrodziła ich wiarę w cudotwórczą moc Jezusa. Od tego momentu stali się świadkami objawienia się chwały Jezusa.

4. SŁOWA JEZUSA DO SŁUG

"Napełnijcie stągwie wodą". Jezus każe tylko napełnić stągwie a następnie z nich zaczerpnąć. Bez żadnych dalszych gestów czy słów dokonuje się cudowna przemiana wody (po hebrajsku - ayin) w wino (po hebrajsku - yain), która w sumie daje ok. 480 - 720 litrów wina.

Dokonując tego cudu Jezus przyśpieszył naturalny proces, który obserwuje się w każdej winnicy, której ziemia jest najpierw użyźniana przez deszcz, a następnie woda razem z minerałami trafia do korzeni winnej latorośli i asymilowana powoli przeistacza się w promieniach słonecznych w winne grona, które przy pomocy fermentacji staną się winem. Jezus dokonał tego samego, co dokonuje natura, lecz w znacznie krótszym czasie, w mgnieniu oka (por. Augustyn, Komentarz do Jana 8,1).

Obfitość wina staje się symbolem radości czasów mesjańskich. Oto Bóg rozpoczął swe świętowanie z ludzkością. Jego znakiem staje się nadmiar. "Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków" (1 Kor 12,8-10).

Sześć stągwi - twierdzi jeden z komentarzy - symbolizuje całą historię zbawienia poprzedzającą przyjście Chrystusa. Pierwszą stągiew napełnił Adam, drugą Noe, trzecią Abraham, czwartą Mojżesz, kolejne - królowie i prorocy starożytnego Izraela. Wszyscy oni napełniali stągwie wodą, która służyła obmyciu człowieka z rytualnej nieczystości, nie dawała natomiast zbawienia ani życia wiecznego. Dawała tylko nadzieję, że kiedyś przyjdzie Oczekiwany (por. ks. Krzysztof Bardski, Stągwie napełnione nadzieją).

5. SŁOWA STAROSTY DO PANA MŁODEGO

"Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory". Ten komplement podkreśla niezwykłość zachowania Pana Młodego. Co symbolizuje "woda" a co "dobre wino" z godów w Kanie?  Łatwo to zrozumieć czytając słowa proroka Izajasza:  

"Jakżeż to miasto wierne stało się nierządnicą?
Syjon był pełen rozsądku, sprawiedliwość w nim mieszkała, a teraz zabójcy!
[...] wino twoje z wodą zmieszane" (Iz 1,21-22).

"Woda" to niewierność, niesprawiedliwość, grzech. "Wino" wierność, sprawiedliwość, łaska. Przyszedł Ten, mocą którego: "ustępuje Prawo, a nastaje łaska; pierzchają cienie, a ukazuje się prawda; wartości ziemskie wzbogacone są wartościami duchowymi; dawne przymierze przechodzi w nowe i, jak mówi Apostoł, ‘to, co dawne, minęło, a oto stało się nowe'. W stągwiach nie zmniejszyła się ilość płynu w nich zawartego, a tylko stał się on inny. Również i Prawo nie zostało obalone przez przyjście Chrystusa, lecz dopełnione" (Faustus, biskup Riez, Kazanie 5 o Objawieniu Pańskim, 2). "Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa" (J 1,17).

"Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie". Ostatecznym celem Jezusowego cudu było więc nie tyle zaradzenie jednorazowej ludzkiej potrzebie, ile raczej wzbudzenie wiary u świadków cudu. Wiary polegającej na rozpoznaniu Jego bóstwa przysłoniętego welonem człowieczeństwa: "Te zaś [znaki] zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego" (J 20,31).

6. CUDOWNA PRZEMIANA ŻYCIA 

Aby objawić się jako Mesjasz, Jezus wybrał właśnie uroczystości weselne, czyli dotknął podstawowego środowiska życia ludzkiego, jakim jest małżeństwo. Rozpoczynając swoją misję, udał się na wesele, dzięki czemu pokazał, że małżeństwo - czyli związek kobiety i mężczyzny - zawarte przed Bogiem, jest czymś dobrym i świętym. Uświęcił małżeństwo swoją obecnością, ponieważ właśnie małżeństwo - choć jest tak stare jak ludzkość - za każdym razem oznacza jakiś nowy początek. Początek nowej wspólnoty ludzkiej, której na imię "rodzina", od której zależy przyszłość człowieka na ziemi.

a. Gdy próbujemy odczytać cud w Kanie Galilejskiej w perspektywie sakramentu małżeństwa, to często dochodzimy do wniosku, iż dzisiaj często mamy do czynienia raczej z odwrotnością cudu. Na początku, w czasie narzeczeństwa, młodzi żyją wielkim entuzjazmem i radością, towarzyszącą wzajemnej miłości. Ale miłość i radość z biegiem lat się wyczerpują. Każde ludzkie uczucie - właśnie dlatego, że jest ludzkie - powoli się zużywa i wygasa. Przyzwyczajenie - mówi poeta - jest "potworem zmieniającym w pył nasze uczucia" (W. Szekspir). Z powodu trosk tego świata (tego, co będziemy jedli, co będziemy pili, w co będziemy się przyodziewali) zaczyna powoli brakować radości. Małżeństwo zaczyna ogarniać smutek i przygnębienie właściwe gasnącej miłości. Zamiast wina pozostają stągwie pełne wody, czyli zmęczenie, zgorzknienie i rozczarowanie. Ludzie zniechęceni do własnego małżeństwa pogrążają się w stanie rozwodu serca i zaczynają szukać "wina" poza domem.

Co robić, by "woda" oziębłości znowu zmieniła się w "wino" miłości? Trzeba koniecznie zaprosić do siebie Jezusa! Gdy małżonkowie zapraszają Go do swojej wspólnoty, On bez wahania wkracza i działa. "Kto Mnie miłuje, umiłuje go Ojciec mój, i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy" (J 14,23). Staje się gościem małżeństw, rodzin, wspólnot, parafii, które Go zapraszają do siebie. Można powiedzieć, że On tylko czeka, aby Go poprosić o cud.

A wtedy - już przy samym zawieraniu małżeństwa sakramentalnego - Jego obecność nie jest już traktowana instrumentalnie. Nie niesie ze sobą konieczności wyboru najbardziej fotogenicznego kościoła, zewnętrznego blichtru, sztucznych kwiatów i chodników, księdza, który jest potrzebny tylko po to, żeby przyklepać to, co jest moją prywatną sprawą. Odwrotnie - z Jezusem - obrzęd zawarcia sakramentu małżeństwa będzie wyznaniem wiary dokonanym w Kościele i z Kościołem.

Polegając jedynie na własnych siłach ulegamy bezwiednie prawom natury, czyli stopniowemu procesowi utraty energii; wietrzeniu i kwaśnieniu wina. Tylko Jezus może sprawić, że z wody małżeńskiej rutyny powstanie dobre wino małżeńskiej miłości, lepsze od pierwszego. W miejsce erosa, czyli młodej i burzliwej miłości, polegającej często na egoistycznym pożądaniu piękna zamiast osoby, pojawi się agape, nowy rodzaj miłości, lepszej, altruistycznej, wolnej od chęci posiadania drugiego człowieka i czynienia go naszym niewolnikiem, opartej na darowaniu i wybaczaniu sobie nawzajem, zdolnej przetrwać przemijanie urody i młodości.

b. Ale przemienienie wody w wino bywało też interpretowane jako zapowiedź napoju eucharystycznego (Ireneusz z Lyonu). Kiedy Maryja powie nam: "Nie wahajcie się, zaufajcie mojemu Synowi. On, który mógł przemienić wodę w wino, może też uczynić z chleba i wina swoje Ciało i Krew" - uwierzymy jej bez wahania. Uwierzymy tym łatwiej, im wyraźniej dostrzeżemy błogosławione skutki Eucharystii dla życia małżeńskiego i rodzinnego. 

"Kto jest w stanie opisać szczęście małżeństwa przez Kościół pobłogosławionego, przez Eucharystię umocnionego, które błogosławieństwo przypieczętowuje, aniołowie obwieszczają, Ojciec zatwierdza? Jakże piękne jest jarzmo łączące dwoje wierzących, których jednoczy wspólna nadzieja, to samo pragnienie, ten sam sposób życia, ta sama chęć służenia! Są rzeczywiście jednym ciałem, ale tam, gdzie jest jedno ciało, tam też jest jeden duch, wspólnie bowiem się modlą, razem umartwiają, wespół poszczą, nawzajem się pouczają, napominają i wspomagają. Razem w Kościele Bożym, razem przy Stole Pańskim, razem w trudnościach i prześladowaniach i razem także w pocieszeniu. Jedno nie ukrywa się przed drugim, jedno nie unika drugiego, nie są dla siebie ciężarem. [...] Nie muszą ukradkiem czynić znaku krzyża, chwalić Boga z lękiem lub po cichu wypowiadać błogosławieństw. Słysząc i widząc takie postępowanie, Jezus się raduje i zsyła im swój pokój. Gdzie jest dwoje, tam także jest On, a tam, gdzie jest On, tam nie ma szatana" (Tertulian, Ad uxorem, II,6-9).

ZAKOŃCZENIE

A zatem, Panie Jezu Chryste,
Wyciągnij swoje ręce
nad zgromadzonymi tutaj ludźmi,

podobnie jak wyciągnąłeś je nad wodą
podczas wesela w Kanie Galilejskiej.

I przemień
wodę naszych grzechów w wino cnoty,
wodę codzienności w wino święta,
wodę znudzenia w wino entuzjazmu,
wodę obojętności w wino braterstwa,
wodę bezsensu w wino znaczenia.

Powtórz Panie wśród nas cud z Kany Galilejskiej.

Objaw nam Twoją chwałę.