|
Zenon Kardynał Grocholewski, Cośmy uczynili z darem Boga? Homilia wygłoszona w katedrze poznańskiej z okazji 25. rocznicy wizyty Jana Pawła II w stolicy Wielkopolski, Poznań, 20 czerwca 2008 roku. Ekscelencjo czcigodny Pasterzu Archidiecezji Poznańskiej, umiłowani współbracia w biskupstwie i kapłaństwie, kochani w Chrystusie Panu bracia i siostry tutaj obecni, jak również ci, co słuchają nas za pośrednictwem radia i telewizji, Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas swojej pierwszej wizyty w Poznaniu, wspomniał pierwszego biskupa tego miasta i zarazem pierwszego w Polsce, imieniem Jordan. Powiedział wówczas: "Zdaję sobie sprawę, że miejsce na którym stoję, odegrało podstawową rolę nie tylko w historii chrześcijaństwa, ale także w historii państwa i kultury polskiej" , oraz wyraził radość z pobytu "na tym miejscu, w pośrodku najstarszej z ziem piastowskich, gdzie przed tysiącem z górą lat zaczęły się dzieje Narodu, Państwa i Kościoła". Na tle obchodów 1040. rocznicy przybycia do Poznania biskupa Jordana, wspominamy dokładnie dzisiaj 25 lat od chwili pierwszej niezapomnianej wizyty w naszym mieście Papieża Rodaka, Jana Pawła II. Chcemy należycie uczcić to wydarzenie i poprzez modlitewną zadumę na nowo ubogacić się nim. "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?" Ewangelia święta, którą słyszeliśmy (J 21, 15-19), opisuje zdarzenie o niezmiernie ważnym znaczeniu dla tworzącego się wówczas Kościoła: pełne udzielenie prymatu Piotrowi przez Zmartwychwstałego Chrystusa: „Paś baranki moje! [...] Paś owce moje!" Chciałbym tutaj zwrócić uwagę przede wszystkim na kontekst tego zdarzenia, na kontekst powierzenia Piotrowi tej doniosłej misji pasterskiej. Jest on bowiem bardzo wymowny. „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?" Odpowiedź Piotra, który był świadomy swego trzykrotnego zaparcia się Chrystusa, nie przypomina w niczym jego poprzednich spontanicznych reakcji; cechuje ją pokora i świadomość swej niegodności: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham". Nie wystarczyła jednak Chrystusowi ta odpowiedź. Pyta więc Piotra po raz drugi: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?" I potem po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?" Dla Piotra nie była to łatwa rozmowa. Był świadomy swego upadku, a więc pytania Chrystusa przeszywały go do głębi. Ewangelia zaznacza, że Piotr zasmucił się. Pytania Chrystusa padały na jego serce niczym krople zimnej wody na rozżarzoną płytę. Przecież on kochał Chrystusa. Po bolesnym doświadczeniu zdrady na dziedzińcu najwyższego kapłana Kajfasza (Mt 26, 69-75; Mk 14, 66-72; Łk 22, 56-62; J 18, 16-27), przepojony żalem i pokorą, kochał Go tym bardziej. Czemu więc Chrystus tak się „znęca" nad nim? Czyżby mu nie wierzył? Czyżby stracił zaufanie do niego? Chrystus wierzył Piotrowi, znał w pełni jego serce, znał jego ból z powodu zaparcia się Mistrza i podsycaną tym bólem miłość. Na pewno nie chciał dręczyć Piotra. Chrystusowi chodziło o coś innego. Swoim potrójnym pytaniem chciał niejako wbić głęboko w świadomość Pierwszego z Apostołów, że winien kochać Chrystusa bardziej niż pozostali uczniowie. Co więcej, przy okazji udzielenia prymatu Pan Jezus zapowiedział Piotrowi, że zażąda od niego najwyższego dowodu miłości, śmierci męczeńskiej: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się i sam chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz". „To powiedział, aby zaznaczyć jaką śmiercią uwielbi Boga". Usłyszana przez nas dzisiaj Ewangelia święta chce tym samym zapisać głęboko w świadomość każdego z nas, że aby przynosić prawdziwe owoce w naszym życiu chrześcijańskim, trzeba kochać Chrystusa. Nie w sensie akceptowania jakiejś idei chrześcijaństwa czy przynależności do Kościoła, ale kochać Chrystusa - Osobę Jezusa, który chce być obecny w naszym życiu; chce być w nieustannym kontakcie osobowym z każdym z nas. W pewnym sensie Chrystus każdemu z nas stawia pytanie: czy kochasz mnie? To jest pytanie zasadnicze, stawiane każdemu, kto uznaje się za chrześcijanina. To pytanie stawia Chrystus w sposób szczególny każdemu kapłanowi, który ma być pasterzem wiernych, ma kierować nimi duchowo; tym bardziej stawia je Chrystus każdemu biskupowi. Stawia je w sposób bardzo angażujący każdemu Następcy Piotra: „Czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?" Odpowiedź na to pytanie ma ogromne znaczenie. Wszyscy bowiem znamy bardzo jasne słowa Chrystusa: „Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeżeli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie, Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 4-5). Odpowiedź Piotra nie zamknęła się w rozmowie opisanej w dzisiejszej Ewangelii. Piotr dawał ją potem Chrystusowi nieustannie swoim apostolstwem i przypieczętował ją męczeństwem. Odpowiedź Jana Pawła II „Czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?" Także Jan Paweł II, nasz rodak, zasiadłszy na Stolicy Piotrowej, odczuł nie tylko ciężar tego pytania ale także miłość Chrystusa w nim zawartą. „Czy miłujesz mnie więcej aniżeli ci?" Odpowiedział na to pytanie publicznie, wobec całego świata, w sposób czytelny, niedwuznaczny. Odpowiedział czynem, życiem, całym sobą. Odpowiadał każdego dnia przez ponad dwadzieścia siedem lat, na oczach wszystkich. To jego pokorne i zarazem mocne „Tak, Ty wiesz, że Cię kocham" przebijało się w jego postawie, optymizmie, w jego gorliwości pasterskiej, w podróżach, w nauczaniu, w cierpieniu. Jego odpowiedź była czytelna nie tylko dla wiernych, ale także dla innych. Toteż jego pogrzeb stał się niezwykłą, imponującą manifestacją. Przybyli przedstawiciele wielu innych religii, głowy państw, politycy, także ideowo dalecy od myśli Kościoła, ludzie nauki i bardzo dużo młodzieży. Odczytali tę odpowiedź szczególnie wierni, domagając się, by natychmiast został ogłoszony świętym, i tłumnie pielgrzymując do jego grobu. Odczytał jasno tę odpowiedź następca Jana Pawła II na Stolicy Piotrowej, polecając bezzwłocznie rozpocząć proces beatyfikacyjno-kanonizacyjny. Odpowiedź Jana Pawła II przejawiająca się w działaniu jest wyzwaniem dla każdego z nas, byśmy i my umieli dać naszym życiem czytelną i bezkompromisową odpowiedź na Chrystusowe pytanie „Czy ty Mnie kochasz?" To wyzwanie jawi się niewątpliwie jako jeden z owoców naszej konfrontacji z Janem Pawłem II. Znaczenie nauczania Jana Pawła II dla każdego z nas Chciałbym skierować naszą myśl także na inny wymiar jego osobowości, który domaga się z naszej strony zajęcia stanowiska, dania odpowiedzi. Chodzi o jego nauczanie. Swoją odpowiedź miłości dał Jan Paweł II Chrystusowi zwłaszcza poprzez gorliwość w podejmowaniu wysiłków, by wszystkich przyprowadzić do Chrystusa, by wszystkich ubogacić Chrystusem, czyli swoim nauczaniem, niestrudzenie i z wielkim zaangażowaniem rozsiewanym po wszystkich drogach ziemskiego globu. Jakie znaczenie powinno mieć to nauczanie dla nas? By to zrozumieć wróćmy do początków Kościoła. Bóg objawił siebie w Chrystusie Jezusie. W Nim objawił swoją miłość, swoją zbawczą wolę, w Nim pomógł nam zrozumieć nas samych, nasze przeznaczenie, powołanie, w Nim objawił co prowadzi do prawdziwego szczęścia. By ta Dobra Nowina była głoszona wszystkim pokoleniom na całym świecie, Chrystus od początku swej publicznej działalności wybrał apostołów. Przygotowywał ich w sposób specjalny. Oni z Nim przebywali przez cały czas. Wyjaśniał im więcej niż innym. Przygotowywał ich na tragiczne dni Wielkiego Piątku. W wieczerniku, w obliczu swej męki i śmierci na krzyżu, wygłosił wobec nich bardzo głęboką i angażującą mowę. Uczynił ich świadkami swego Zmartwychwstania. I wreszcie, przed wstąpieniem do nieba, polecił im: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody [...] Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem" (Mt 28, 19-20), „Będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dz 1, 8). W tej jakżeż ważnej misji, Chrystus przypisał Piotrowi szczególną rolę, umacniania w wierze swoich współbraci w apostolskim dziele: „A ty, nawróciwszy się umacniaj twoich braci" (Łk 22, 32). Może wydawać się dziwnym, że Chrystus nie wybrał „uczonych w Piśmie" lub faryzeuszów, lecz prostych rybaków palestyńskich i im nakazał stać się nauczycielami narodów. Niewątpliwie, na pierwszy rzut oka szokują słowa Chrystusa skierowane do uczniów: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10, 16), lub te wypowiedziane do Piotra: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16, 19). Czyżby Chrystus uznał ich za tak mądrych, że cokolwiek powiedzą to i On się temu podporządkuje? Lub pozwolił Piotrowi czynić co tylko chce, firmując to in blanco? Nie tak należy to rozumieć. Chrystus po prostu zapewnił tych, którym zlecił zadanie nauczania, że On sam będzie z nimi, że On będzie przez nich działał, zapewnił im światło i moc Ducha Świętego. Dlatego nakazując im „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody ...", dodał: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). I zaręczył im: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy [!] i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J 14, 26), i zapewnił: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami [...] aż po krańce ziemi" (Dz 1, 8). A więc autorytet Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (Magisterium Kościoła), zleconego następcy Piotra i Biskupom, którzy są z nim w łączności (zob. Sob. Wat. II, Lumen gentium, 21-25), nie opiera się tylko na mądrości ludzkiej, lecz przede wszystkim, istotowo na działaniu Boga w Kościele. Wszyscy wiemy, że źródłem Objawienia Bożego, a więc źródłem naszej mądrości chrześcijańskiej, jest Pismo święte i Tradycja. Stanowią one depozyt Słowa Bożego, powierzony Kościołowi. Pan Bóg nie mógł zostawić tych tak drogocennych skarbów na łasce czy niełasce różnych sprzecznych ze sobą lub ekstrawaganckich interpretacji, lecz jak to przypomina nam Sobór Watykański II: „Zadanie [...] autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa [...] Jasne więc jest - kontynuuje dokument soborowy -, że Święta Tradycja, Pismo Święte i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle mądrego postanowienia Bożego, tak ściśle łączą się ze sobą i zespalają, że jedno bez pozostałych nie może istnieć, a wszystkie razem, każdy na swój sposób, pod natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia dusz" (Konst. Dogm. Dei verbum, 10). Z tych słów wynika znaczenie Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, w którym pokaźne miejsce zajmuje nauczanie Następcy Piotra, mającego umacniać braci w wierze. Do kogo więc, jeżeli nie do Piotra na pierwszym miejscu odnoszą się słowa Chrystusa: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał" (Łk 10, 16)? W kontekst tych spostrzeżeń wpisuje się moja wcześniejsza refleksja o Papieżu Polaku, mianowicie że Jego żarliwe i pełne entuzjazmu nauczanie było bardzo czytelną, wyrażoną w czynie odpowiedzią na pytanie Chrystusa: „Janie Pawle, synu polskiej ziemi, czy ty mnie miłujesz więcej aniżeli ci?", było przejawem miłości do Chrystusa i miłości do ludzi. W tym świetle nie potrzeba chyba dalszych wyjaśnień na postawione uprzednio pytanie: Jakie znaczenie powinno mieć nauczanie Jana Pawła II dla nas? Myślę, że przedstawione spostrzeżenia mówią jeszcze coś więcej: mówią, jakie znaczenie musi mieć nauczanie Jana Pawła II, jak też i innych papieży, jeżeli chcemy być autentycznie chrześcijanami. Zakończenie Jak to już niejednokrotnie zauważałem, Polacy cieszyli się i cieszą Wielkim Papieżem Polakiem, chlubili się i chlubią Nim, byli i są dumni z Niego, chwalili i chwalą Go, jednym słowem, śpiewali i śpiewają mu „Hosanna"; z drugiej zaś strony, gdy chodzi o jego nauczanie, niejednokrotnie w życiu prywatnym, społecznym czy politycznym przewrotnie, przytłumionym głosem, natarczywie wołali i wołają „ukrzyżuj Go!" lub manipulują nim dla własnych celów. Niech to dzisiejsze spotkanie eucharystyczne, w czasie którego wspominamy wizytę Jana Pawła II w naszym mieście, uświadomi nam, że w nauczaniu tego Wielkiego Papieża nie tylko wyraża się jego miłość do Boga i ludzi, ale także miłość Boga, obecnego w Kościele, względem nas. To nauczanie jest dla nas darem Bożym, w perspektywie naszego prawdziwego i nieprzemijającego dobra. Niech to spotkanie modlitewne, będzie też okazją do zadumy, do refleksji, do rachunku sumienia i do odpowiedzi na pytanie: Cośmy uczynili z darem Boga? On nie został nam bowiem dany tylko po to, by się nim chlubić! Niech Pokarm Eucharystyczny wzmocni nasze serca, byśmy to nauczanie potraktowali na serio i realizowali na co dzień, z miłością. |